Zaczęła się jesień, to i temat szkolny na topie. Nie, nie będzie o polityce.
Niedawno rozmawiałam ze swoją mamą, która opowiedziała mi, że kiedy miałam 7 lat, nie chciano mnie przyjąć do szkoły. A że to, co nauczyciele mówią, było święte, nie zaczynałam szkoły jak wszyscy.
Ja pamiętam po prostu, że poszłam na uroczyste pasowanie, dostałam tytę, a potem miałam nauczanie indywidualne. Nie pamiętam już, jak długo to trwało. Dość, że kiedy w końcu dołączyłam do klasy, czułam
się obco. Okazuje się, że i mojej mamie nie było łatwo.
Nauczycielki zgodziły się przyjąć chorą dziewczynkę pod warunkiem, że mama będzie jej ciągle pilnować. Zaczęło się od tego, że zabroniły jej w ogóle przyjść do szkoły „bo to niebezpieczne”. Wyobrażacie sobie, jakby to było dziś, gdyby któraś matka usłyszała coś takiego od jakiejś nauczycielki? Myślę, że mogłaby to być niezła afera medialna.
Moja mama nie słuchała pokornie. Zadzwoniła do kuratorium i dowiedziała się, że muszą mnie przyjąć, ale za to spędziła ze mną tydzień w szkole. Po tygodniu zjawiła się jednak z nauczycielek i przeprosiła mamę za kłopot, pozwalając zostawić mnie samą.
Dzisiejsza szkoła różni się od tej sprzed 20 lat. Nauczyciele nie mają już takiego poważania, takiego szacunku i nie budzą respektu – zarówno wśród rodziców, jak i uczniów. Dziś w codziennym życiu dobrze ma się postawa roszczeniowa. Wszystko się należy, dużo trzeba, ale mało wolno. Szczególnie nauczycielowi. Nie postawi już dziecka do kąta, broń Boże nie uderzy, bo nawet dotknąć mu nie wolno. Odebranie telefonu czy zeszytu może być potraktowane jako naruszenie dóbr osobistych, a podniesienie głosu jako zastraszanie.
Nauczyciele nie mają z nami łatwego życia. Mówi się, że coraz mniej jest nauczycieli z powołania. Takich, którzy budzą respekt po prostu stylem prowadzenia lekcji i własną osobowością. Życzę sobie, żeby spotkać ich jak najwięcej na drodze edukacji syna.
Szkołą rządzą dziś głównie rodzice. To oni robią najwięcej szumu wokół swoich pociech, często więcej narzucając, niż słuchając i przyjmując obserwacje z zewnątrz. Ciekawa jestem, czy rezygnacja z systemu gimnazjalnego pomoże. Czy powrót do starego typu szkół przywróci też starą dyscyplinę? A może to nie odżywcza podróż w czasie, a cofanie się w rozwoju?
Czas pokaże. My na razie zmagamy się ze żłobkiem, ale rodzicom dzieci szkolnych życzę powodzenia. I samych dobrych nauczycieli na swojej drodze.