Często o małżeństwie i rodzinie myśli się w kontekście narzeczeństwo – ślub – dzieci. Jeśli ich jeszcze nie ma, to kiedy będą? A jak nie będą to… a może jednak? Bo co to za rodzina bez dzieci? Podczas gdy to właśnie małżeństwo jest tą najważniejszą rodziną.
W tym roku będę obchodzić swoją 5tą rocznicę ślubu. Męża znam dużo dłużej, jesteśmy razem od niemal samego początku znajomości, tj. od 13 lat. To znajomość jak każda – ma wzloty i upadki, dni zbliżenia i dni, w których mamy siebie dość. Gdy się nad tym dłużej zastanowić – przeżyliśmy z sobą prawie połowę swojego dotychczasowego życia.
Przede wszystkim jednak jest to związek dwojga ludzi, którzy sobie ufają. Potrzebują wzajemnej bliskości, oparcia i wiedzą, że mogą na sobie polegać. Dziecko pojawiło się w naszym życiu po ponad 10 latach jego trwania. Decyzja o posiadaniu dziecka i podjęciu się trudu wychowania była wspólna. Kalkulowaliśmy to przez pryzmat dojrzałości, warunków, jakie możemy dziecku zapewnić i własnej kariery zawodowej. Można powiedzieć, że dosłownie zaplanowaliśmy rozwój naszej rodziny i mieliśmy tyle szczęścia, że plan ten powiódł się bez zarzutu.
Gdy zaszłam w ciążę, żadne z nas nie wiedziało, co nastąpi, ale oboje wiedzieliśmy, że nasza rodzina właśnie weszła na nowy poziom. To trochę jakby zdobyć kolejny level w ulubionej grze, lub jak zakończyć z sukcesem wymarzone studia i stać w otwartych drzwiach, przed morzem możliwości. Robisz krok i nie wiesz, jak to się skończy, ale wiesz, że to coś, czego od zawsze chciałeś.
Kiedy dziecko przychodzi na świat, łatwo jest zapomnieć o sobie. O swoich marzeniach, planach, ulubionych zajęciach. Gra jest coraz trudniejsza, nie ułatwia jej bezsenność, ciągłe noszenie maleństwa na rękach i do tego podjęcie prób sprostania obowiązkom domowym. Łatwo jest zapomnieć o dbałości o swój związek. Tylko to ten związek nadal jest najważniejszy. W takich momentach liczy się to, czy będziemy umieć być razem w taki sam sposób jak wtedy, gdy byliśmy tylko we dwoje. Służyć sobie podobnie miłym słowem, wzajemną pomocą, uśmiechem i miłością – po prostu. Nigdy, przenigdy nie powinno być tak, że nagle dziecko staje się pępkiem świata i najważniejszym spoiwem między rodzicami.
Moim zdaniem każda rodzina powinna opierać się na dobrych relacjach małżeńskich. Wiem z własnego doświadczenia, że zarówno długie rozmowy, jak i soczyste kłótnie dają solidną porcję energii do życia. Bez niej ciężko byłoby przetrwać. Dziecko jest owocem miłości i wyrasta na jej gruncie. Bez dobrego gruntu młode pędy mają duże kłopoty z wyrośnięciem. Poprawiając relacje partnerskie, poprawiamy dobrobyt dzieci, nie na odwrót.