Dwa miesiące temu mój syn zaczął chodzić. Teraz już biega i najfajniejszą metodą na zużycie jego bateryjek jest wybieganie na świeżym powietrzu. A na placach zabaw bywa zabawnie nie tylko dla dzieci.
Niedawno, na jednym z osiedlowych placów, spotkałam koleżankę ze szkoły rodzenia. Okazało się, że nasze dzieci pójdą razem do żłobka. Jest okazja do plotek, do spędzenia miło czasu.
Dzisiaj spotkałam zupełnie obce małżeństwo. Bawiąc się ze swoimi dwoma córkami mężczyzna, co jakiś czas komentował okolicę:
Dobry humor pana udzielił się i poprawił mi humor po kolejnej nieprzespanej nocy.
Na placach zabaw zabawnie rozmawia się też z cudzymi dziećmi. Przychodzą i tłumaczą, dlaczego wykopały taką, a nie inną dziurę i co to za górka z piasku. Inne podchodzą do mnie i pytają, co właśnie wypaplał mój nieskładający jeszcze słów synek. Czasem coś się wymyśli, innym razem z uśmiechem odpowiadam ‚Nie wiem’.
Zabawne jest też to, że samemu człowiek się nieźle nabiega. Z zazdrością patrzę na rodziców siedzących na ławkach. Wiem, że przyjdzie i taki czas, a na razie przypominam sobie, jak to było biegać po drabinkach i torach przeszkód. Trzeba korzystać, w przyszłości pewnie właśnie za tym zatęsknię.
Jeśli komuś popsuł się humor, polecam wizytę na placu zabaw – osiedlowym centrum życia. Można wiele ciekawych rzeczy usłyszeć, albo pobujać się na huśtawce. Żal nie skorzystać.