Wstajesz o 5 rano w sobotę. Jest jeszcze ciemno i chłodno. Czasem trochę mokro. Ledwo podnosisz powiekę, po omacku parzysz kawę lub herbatę, szybko pochłaniasz śniadanie i jesteś gotów. Gotów do leśnej przygody. Jeszcze tylko wciągnąć odpowiednie ciuchy (długi rękaw i coś na głowę obowiązkowe, a i kalosze nie zaszkodzą) i można wyruszać!

Pierwszy raz zrobiliśmy to całą rodziną, gdy miałam 9 lat i byłam na Zielonej Szkole. Rodzice z bratem przyjechali w odwiedziny i w południe zabrali nas na grzyby. Było to dziwne. Nie wiedziałam czego i jak szukać. Tata tłumaczył, że grzybów się nie wyrywa, a obcina. I że trzeba bardzo uważnie patrzeć pod krzaki i przy drzewach. Nie pamiętam, czy już wtedy udało się coś znaleźć, ale z pewnością zapamiętałam jedno – okropny ból nóg i pleców, mokre nogawki spodni i chłód.

Później zdarzało nam się zbierać grzyby ‚przy okazji’ – idąc na działkę, będąc na wakacjach na Mazurach. Poranne wstawanie nie należało do ulubionych. Teraz trochę się to odmieniło. Im byłam starsza, tym bardziej lubiłam leśną włóczęgę. Już w liceum tacie udawało się wyciągnąć mnie z łóżka o wczesnej sobotniej porze i wywieźć choćby i 100km od miejsca zamieszkania tylko po to, by powłóczyć się po wilgotnym lesie.

Nie wiem, co jest w tym grzybie, ale jego zapach czuć już na leśnym parkingu, zaraz po opuszczeniu samochodu.

Nie wiem, co jest w tym grzybie, ale nie zniechęca mnie do niego mokra leśna ściółka czy nawet mżawka z nieba.

Nie wiem, co jest w tym grzybie, ale zabawa w chowanego wychodzi mu bardzo fajnie, a ja uwielbiam brodzić po kolana w zieleni w jego poszukiwaniu.

Nie wiem, co jest w tym grzybie, ale las ma w sobie miły mikroklimat, jakąś nutkę tajemnicy, przyjazną uszom ciszę i kojącą zieleń.

Nie wiem, co jest w tym grzybie, ale jeśli jeść ulubioną grzybową na Wigilię to wyłącznie ze zdobyczy zebranych własną ręką! W zeszłym roku nie udało nam się znaleźć ani jednego grzyba i niestety Wigilia nie smakowała tak samo.

Las w mojej głowie ma szczególne miejsce. Podszepnął mi pewną historię kilka lat temu. Ale to już temat mniej grzybowy, więc na razie w tym miejscu zamilknę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *