Noc na każdym etapie życia jest dla nas czymś innym. Niby to czas, gdy powinniśmy regenerować siły na następny dzień. Ale zależy jak na to patrzeć.
Jako małe dziecko zazwyczaj uprzykrzamy noce rodzicom. A bo chłodno, głodno, ciemno, za ciepło, za zimno, a w ogóle to ja jeszcze nie chcę spać.
W czasach szkolnych nagle bardzo zaprzyjaźniamy się z nocą. Do tego stopnia, że długo nie chcemy chodzić spać, a jak już padniemy na twarz to wołami nas z łóżka nie wyciągniesz. A na pewno nie budzikiem. Wtedy też przeżywamy pierwszą ważną i uroczystą noc w naszym życiu – bale studniówkowe, komersy, randki.
Jeśli pójdziemy na studia docenimy wartość dodaną nocy na dwa sposoby: czas na rozrywkę, relaks, spotkanie z przyjaciółmi. Albo idealny czas na sromotne zakuwanie do egzaminów. Oczywiście na ostatnią chwilę.
Jednak gdyby przeskoczyć powyższy etap i po szkole zaraz iść do pracy zapewne noc i tak nie zostanie naszym przyjacielem. Przebywając bowiem 8 godzin za biurkiem lub przy ciężkiej pracy fizycznej po godzinach chętniej odreagowujemy. I czasu na sen brakuje.
Jako młodzi rodzice stajemy po drugiej stronie barykady z naszego pierwszego etapu życia. Karma wraca. Ale spokojnie, zatoczy jeszcze jedno koło gdy będziecie dobudzać swoje latorośle do szkoły.
Jako osoby starsze śpimy coraz krócej. Może i szybciej się męczymy, ale też wstajemy o 5 rano rześcy i wypoczęci.
Czy my się kiedykolwiek wysypiamy? Chyba jednak nie. I to w większości na własne życzenie.
Życzę wszystkim zdrowego snu (czyli takiego ok. 6-8 godzin). Myślicie, że umiecie podołać takiemu wyzwaniu?
Ja już wiem, że odpadłam. Zapewne na najbliższych kilka lat.