Przez ostatni miesiąc byłam na krawędzi. Nerwów, psucia się planów, cierpliwości i kilku innych rzeczy. A wszystko za sprawą tzw. urlopowej rozrywki Polaka, tj. remontu.
Plan remontowy był nieskomplikowany: odświeżenie dwóch pokoi, gładzie, podłogi, sufit, montaż mebli. Ekipa zamówiona z wyprzedzeniem. I tu już pierwsze schodki, bo ‚z wyprzedzeniem’ przesunęło się z pierwszego tygodnia czerwca na trzeci. Ale starałam się nie irytować, bo w zamian za to całość miała trwać tydzień, a nie dwa, jak wcześniej zapowiedzieli.
O, ja naiwna.
W pierwszy tygodniu ekipa pojawiła się dopiero w środę. Porąbali tu i ówdzie, powynosili trochę gruzu. Ponieważ zabrawszy dziecko schroniłam się u rodziców, dopiero trzeciego dnia usłyszałam, że zapomnieli zabezpieczyć podłogę w przedpokoju. Tak, tę która do wymiany nie była. Teraz mam tam ciekawą mozaikę.
W drugim tygodniu wydawało się, że sprawy ruszają do przodu. Nadal jednak w mieszkaniu pracowało 2 ludzi zamiast obiecanych 4. Naturalną koleją rzeczy było, że nie zdążyli. I nie pomogło nawet, że mieli pojawić się w sobotę.
Trzeci tydzień remontu przywitałam z mocnym podenerwowaniem. Raz w tygodniu wpadałam, żeby zobaczyć postępy (mąż był na miejscu, ekipa nie działa całkiem sama), a w tym tygodniu wydawało mi się, że od poprzedniego nic się nie zmieniło. W środę zaczęto gładzić, w kolejnych dniach kłaść podkład i farbę. Dopiero tu postępy zaczęły być widoczne. Tyle, że wszystko miało się skończyć już dawno.
W sobotę znów byli w pracy. Byłam i ja, po rzeczy, bo w kolejną środę wyjeżdżaliśmy na wakacje. W najśmielszych snach nie przypuszczałam, że do tej pory nie wrócę do domu. A jednak.
Najzabawniejsze okazały się ostatnie dwa dni, początek czwartego tygodnia. Ostatnie dni przed wyjazdem. Położono podłogę, w międzyczasie zaczęliśmy składać meble, a panowie podłączali także skrzynkę rozdzielczą. Sprawdzając napięcie w gniazdkach zostawili wsadzoną wtyczkę (i włączony POWER) w małej szlifierce. Przy testach napięcia gniazdko zadziałało. Tryumf. Gdyby nie fakt, że narzędzie podskoczyło i wyryło dziurę w świeżo położonej desce.
Kurtyna.
Dzień przed wyjazdem ekipa opuściła mieszkanie w ostatniej możliwej dla nas godzinie. Mieliśmy dosłownie kilkadziesiąt minut na szybkie, pobieżne zebranie kurzu przed opuszczeniem całości. Nie braliśmy urlopu na remont, ale remont dogonił nasz urlop. Któż lubi wracać z urlopu do sprzątania poremontowego bałaganu? Chyba się taki nie znajdzie.
Ekipa nie skończyła jeszcze obrabiać skrzynki napięcia. Wrócą to zrobić za jakieś kolejne 2 tygodnie. Chyba.
Życzę Wam udanych remontów tego lata, jeśli jakieś planujecie. Dziś w końcu zasiadłam w nowym salonie, i chociaż jeszcze nie wszystko wygląda idealnie czysto, wreszcie jestem zadowolona. Szkoda mi ostatniego miesiąca, bo nie taki jego przebieg sobie zaplanowałam. A nie lubię gdy plany biorą w łeb. Jednak czas cieszyć się tym, co się udało.
Udanego wieczoru!