Kiedy tak naprawdę zapada cisza? Czy w XXI wieku potrafimy ją jeszcze wywołać, docenić? Gdzie ją spotkamy? Wydaje mi się, że jest o to coraz trudniej.
Wyobraź sobie swój przeciętny dzień. Wstajesz rano do pracy/szkoły/na uczelnię, wyrwany ze snu budzikiem. Nawet jeśli odkładasz go w czasie, ostatecznie nieubłaganie przypomina swoim dźwiękiem o konieczności wstania.
Szykując się do wyjścia słuchasz radia, oglądasz telewizję, przeglądasz Facebook’a i filmiki online. Wydaje się, że jeśli tego nie zrobisz, to zaśniesz na stojąco. To zrozumiałe.
Jadąc do pracy znowu w tle włączasz radio, słyszysz szum ruchu ulicznego, śpiew ptaków, rozmowy ludzi. Wszystko zależy od sposobu w jaki dostajesz się do swojego celu. A na miejscu znowu: media, ludzie, biznesy do załatwienia. Wracasz do domu przy akompaniamencie podobnym do wyjścia. Jeśli chodzisz na jakieś zajęcia dodatkowe, tam także spotykasz dźwięki o różnym natężeniu. Kładąc się spać w swoim domu dochodzą Twoich uszu odległe dźwięki przejeżdżających pojedynczych pojazdów, zwierząt przydomowych, chrapania współmałżonka, marudzenia dziecka… Możemy tak chyba wymieniać w nieskończoność.
A zatem, gdzie jest ta cisza?
Zaginęła gdzieś w zgiełku informacji, otaczających nas elektronicznych urządzeń osobistych, nawału obowiązków, obecności coraz większej ilości bliższych i dalszych kontaktów międzyludzkich. A cisza jest bardzo praktyczna. Przydaje się, by odpocząć. Przydaje się, aby naładować baterie. Zrelaksować się.
Niezmiernie o nią trudno. Dlatego, jeśli będziesz mieć szansę na choćby chwilkę kompletnej ciszy, koniecznie zatrzymaj się na chwilę i skorzystaj z niej. Tych okazji nie ma wiele, a naprawdę warto. Nauczyłam się doceniać ten stan odkąd mam w domu małe dziecko. I żałuję, że nie korzystałam z możliwości posiedzenia w ciszy wcześniej. Polecam!