Dziś o krainie marzeń z innej bajki. Kto to jest wymarzony sąsiad? Czy jak się gdzieś wprowadzamy zastanawiamy się nad tym, kto mieszka w najbliższym otoczeniu? Przyłapałam się na tym, że nie było to kryterium przy wyborze mieszkania. Czy słusznie?

Do pewnego stopnia na pewno, nie da się bowiem przewidzieć przyszłościowej rotacji sąsiadów. Kto komu mieszkanie sprzeda, odda, kogo wydziedziczy itp. Ale myślę, że warto też zwrócić uwagę na przynajmniej ogólny stan sąsiedztwa, np. ile jest rodzin z dziećmi, ludzi starszych, singli, ile mieszkań jest w okolicy pod wynajem… Takie tam drobiazgi, ale mogą potem wpłynąć na komfort życia.

Gdy kupiliśmy mieszkanie na ostatnim piętrze pod nami nie było akurat nikogo, mieszkanie było przeznaczone do wynajmu. Następnie ktoś zaczął je remontować i po jakimś czasie się wprowadził. Było to młode małżeństwo z małym dzieckiem, ale nie dowiedziałam się tego, bo przyszli się przedstawić. Poznałam sąsiada w dniu, w którym Polska pierwszy raz wygrała mecz piłki nożnej z Niemcami.

Siedzieliśmy wtedy sami z mężem w domu, ja coś czytała, on się okropnie emocjonował. W chwili strzelenia brami wydał tryumfalny okrzyk. Potem, pod koniec meczu jeszcze jeden. Coś w stylu „Jesss, nareszcie, super” czy coś w tym guście. Było już 15 po 22 gdy mecz się skończył. Niemal w 2 minuty po okrzyku męża zadzwonił dzwonek, sąsiad wpadł spytać co to u nas za impreza i wspomnieć, że już po 22. Wydało mi się to osobliwe, ale pomyślałam, OK, ma dziecko, chce spać. Tylko, że okrzyk był jeden jedyny. No cóż, przeprosiłam i tyle.

Jakiś czas później gościliśmy kilku znajomych. Było piwko, graliśmy w karty. Nie puszczamy nigdy muzyki ani telewizora, po prostu siedzimy, gramy, rozmawiamy. Tuż po 22 sąsiad pojawił się znowu. Tym razem trochę się poirytowałam wiedząc, że naprawdę głośno nie było. Ale przeprosiliśmy po raz drugi, zapewniając że nie ma i nie będzie żadnej imprezy.

Jakiś czas potem usłyszałam, że sąsiedzi rozpowiadali innym w bloku, jakie to u nas popijawy się odbywają i zrobiło się zwyczajnie przykro. Jak ktoś może być tak podły.

Trzeci raz, gdy sąsiedzi przyszli bez wyraźnego powodu, zaczęła się już kłótnia. Sąsiadce przeszkadzało, że się śmieję. Mam się śmiać ciszej, bo jest po 22 i w pionie to niesie. Nie pomagały tłumaczenia, że mieszkamy tu dłużej i nikt nigdy się na nas nie skarżył, im przeszkadzamy i koniec. Zagroziła telefonem na policję, opowiadając mi, że w poprzednim mieszkaniu też mieli takich uciążliwych sąsiadów jak my i bezczelnie nie otwierali jak przyszła wezwana policja. To dało mi od razu do myślenia, że uciążliwość pochodzi raczej z drugiej strony.

Jeszcze innym razem dzwonili do drzwi, ale im nie otworzyliśmy, podejrzewając, że to znowu oni. Na drugi dzień z rana (ok. 5?) ktoś zadzwonił domofonem, budząc nas. Odebrałam, głucho w słuchawce… Był to albo wyjątkowy zbieg okoliczności, albo wyjątkowa złośliwość.

Po okresie ciąży i opieki nad noworodkiem w lutym tego roku pierwszy raz wyszliśmy na miasto do klubu, wywożąc dziecko do babci, zostawiając psa samego w domu. Pierwszy raz po ok. 1,5 roku. Piesek niestety zatęsknił i coś pomarudził tuż po wyjściu (ok. 21). Sąsiadka z naprzeciwka powiedziała, że słychać go było tylko zaraz po wyjściu, potem się gdzieś zaszył. Na drugi dzień na zabudowie znaleźliśmy kartkę informującą, że nas pies CIĄGLE wyje, w dzień i w nocy gdy zostaje sam, że jest uciążliwy DLA WSZYSTKICH SĄSIADÓW oraz, że mamy go nie zostawiać samego. Podpisał się Gall Anonim.

Nie mając siły do walki z sąsiadami przestaliśmy reagować. Kartka poszła do śmieci, żyliśmy dalej własnym życie. Tydzień temu okazało się, że sprzedali mieszkanie i kupili dom. I chwała Panu! Taki typ ludzi powinien mieszkać wyłącznie w domu.

Marzenia się spełniają, nawet takie drobne jak czyjaś wyprowadzka.

Gdy zmieniacie miejsce zamieszkania uważajcie na bliskie sąsiedztwo. Nigdy nie wiadomo, kto się trafi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *