Ten, kto (jak ja) urodził się i wychował w mieście, zapewne nieco mniej lubi upalne lato, niż mieszkaniec okolic mniej zabetonowanych. W upale miejskim dzieją się dziwne rzeczy.

Gdy temperatura powietrza osiąga ok. 30 w centrum miasta i w jego zabetonowanych dzielnicach może dojść nawet od 40 stopni odczuwalnej temperatury. Rozpływamy się i ‚gotują się’ nasze mózgi. Niektóre bardziej niż inne.

Miejskie fontanny są pełne dzieci i młodzieży, a nawet dorosłych. Te fontanny, które wieczorami i nocą służą bezdomnym ludziom i zwierzętom za miejsce kąpieli i prania, a które mają zamknięty obieg wodny. I tak jest co roku, chociaż trąbi się o tym na prawo i lewo. Jeszcze nikomu nic się nie stało, nikt się nie zaraził, nikt nie umarł. To dlaczego nie próbować dalej?

Innym tematem jest zamykanie kogokolwiek w samochodzie i wyjście np. na zakupy. Od lat głośno o tym w mediach, zarówno w odniesieniu do zwierząt, jak i małych dzieci. Horrorem powiało, gdy usłyszeliśmy o ojcu z Rybnika, który zapomniał odwieźć dziecko do przedszkola i zostawił w aucie na 8 godzin. A tego dnia był koszmarny upał. To bolesne doświadczenie nikogo niczego nie nauczyło, bo ledwo zaczęły się upały w tym tygodniu, a tu już kobieta zostawia 2 córki w aucie pod centrum handlowym. Dziewczynki miały wiele szczęścia, że ktoś przechodził parkingiem. Tu nie potrzeba szczęścia, tu potrzeba rozumu. Trzymam kciuki za jego odzyskanie.

Kolejny efekt uboczny lata w mieście to potrzeba lansu w słońcu, w kilometrowej kolejce pod najmodniejszą lodziarnią (koniecznie z lodami naturalnymi, bezglutenowymi), w miejskich parkach, na rynku.

Z upału cieszą się sprzedawcy, bo spędzamy więcej czasu w klimatyzowanych sklepach. A więcej czasu to więcej obejrzanego towaru i większa szansa na zakupy, szczególnie przy okazji śródletnich wyprzedaży.

W upale co poniektórzy zamiast wodą i lodami chłodzą się alkoholem z lodówki. Zapominając zupełnie, że w takich warunkach szybciej uderza do głowy i że może być bardzo niebezpieczny. Szczególnie nad wodą lub w pobliżu ruchliwych ulic. Oby upał nie przygrzał któremuś amatorowi za bardzo i nie uszkodził trwale.

Upał w mieście to efekt piekarnika. Albo piekła. Ludzie jadą komunikacją miejską lub stoją w korkach trochę jak zombie. Snują się ulicami, szukają wody i ochłody. Nie ma to nic wspólnego z wakacyjną aurą. To raczej sauna, z której nie da się uciec, choćby nie wiem, jak się chciało.

Nie jestem na etapie tęsknoty za zimą, bo tej pory roku nie cierpię. Nie obrażę się, jeśli temperatura opadnie o jakieś 10 stopni. Ślicznie proszę, bo inaczej wszyscy do końca potracimy rozum.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *