Dokładnie 3 lata temu do naszej rodziny dołączył nowy lokator. Darmozjad. Pieszczoch. Łobuz jakich mało. Taka moja pierwsza ‚córeczka’ – Psotka. I to ją chciałam dzisiaj pokrótce przedstawić.

Przyjechała do nas z takim imieniem. Wzięliśmy ją od prywatnego właściciela. Podobno miała dwójkę rodzeństwa i tylko ona ostała się bez domu. Od razu, gdy tylko spojrzeliśmy w te oczy, wiedzieliśmy, że z nami zostaje.

Dodatkową niespodzianką było, gdy zajrzeliśmy do książeczki zdrowia Psotki i odkryliśmy, że urodziła się w dniu naszego ślubu. I jak tu nie wierzyć w przeznaczenie?

Psotka nie miała z nami łatwego startu. już w pierwszym tygodniu w nowym domu została sama po kilka godzin. Pamiętam, że na wynajętej wówczas kawalerce cała podłoga wyłożona była wykładziną. Nietrudno więc wyobrazić sobie, jaki odór unosił się w powietrzu po pozostawieniu szczeniaka samego sobie. Ale wychodzić na dwór nauczyła się bardzo szybko – tak samo jak siusiać w wyznaczonym miejscu (rozłożony ręcznik lub podkład). W ogóle okazała się pojętną bestyjką.

lęk separacyjnyAle jak na bestyjkę przystało miewała też ząbki.

Zdarzyło jej się zniszczyć:
– nogę od krzesła
– tapicerkę na drzwiach
– nadgryźć książki i długopisy
– a nawet doszczętnie pogryźć okulary. Na dzień przed bardzo ważnym egzaminem na uczelni.

Z tego (na szczęście dla naszego dobytku) już raczej wyrosła. Albo to my wyrośliśmy z zostawiania rzeczy w jej zasięgu. Wszyscy uczymy się siebie nawzajem.

Zdecydowanie nie wyobrażam sobie posiadania innego psa niż jamnik. Jestem jamnikolubem, a Psotka jest moim drugim nabytkiem. Od 14 roku życia wychowywałam się w rodzinnym domu z Klapką, która dziś ma 13 lat. Chociaż wielu mówi, że absolutnie tego po niej nie widać.

Klapka
Obie jamniczki nie przepadają za sobą nawzajem, ale w ostateczności są w stanie się tolerować. To tolerancja pokroju psa z kotem. Niby mogą mieszkać w jednym domu, potrafią się zaprzyjaźnić. Ale jamniki to takie indywidualności, że chyba różnica wieku robi tutaj swoje i raczej dziewczyny nie będą skakać za sobą w ogień.

Dziś Psotka jest z nami już 3 lata. Nasza pierwsza ‚córeczka’ całkiem w porządku dogaduje się z naszym ‚drugim’ dzieciakiem. Pozostaje tylko jeden mankament, na który nikt z nas nic nie poradzi – Psotka okazała się być chora na genetyczny zanik siatkówki. Okazało się, że nieświadomie podjęliśmy się opieki nad pieskiem, który już wkrótce będzie całkiem niewidomy. Ale kochać ją będziemy już zawsze tak samo, bo została już na dobre członkiem naszej rodziny.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *