Czy Wam też jesień kojarzy się z porządkami? U mnie na wiosnę i latem mieszkanie służy bardziej jako miejsce do przekąszenia czegoś i noclegu. Dopiero jesień i zima to okres, w którym jestem bardziej zamknięta w swoich 4 kątach i zaczynam zauważać niedoróbki.

Kurz na meblach przeszkadza częściej niż raz w tygodniu. Paprochy na ziemi jakoś szybciej rzucają się w oczy.

Nawet okna jakoś bardziej brudne.

Ale najfajniejsze są te grubsze niedoróbki.
3 miesiące po wymianie okien można by w końcu pomalować te fragmenty ścian, które pozostały naruszone po ich wybiciu.

Fajnie byłoby wybrać i założyć w końcu grafikę na ścianę w kuchni – rok po jej remoncie.

Dobrym pomysłem jest też sprzątnięcie pudełek ze skarbami, z których połowa okazuje się raczej przypadkowo podrzuconymi gratami.

Rok po remoncie kuchni przydałoby się obłożyć gipsem dziurę w ścianie, z której wystają peszle (nauczyłam się tego słowa przy zakupie mieszkania – wcześniej do głowy by mi nie przyszło że to coś w czym można pociągnąć elektrykę. Brzmi raczej jak nazwa tajemniczej maszynerii). Potem te ścianę wyrównać i pomalować.

Nagle znudził mi się układ drobiazgów na meblach w salonie. Zaczęła przeszkadzać tablica korkowa stojąca w kącie która miała wisieć na ścianie i podtrzymywać widokówki.

Na jesień dostaję jakiegoś dziwnego kopa, powera do wykończenia nagle wszystkiego na raz. Niespełnione aspiracje perfekcyjnej pani domu studzi we mnie mąż. Ze skutkiem takim sobie, ale trzeba mu przyznać że walczy dzielnie. I już mu współczuję.

Niespełnione aspiracje muszą też zawalczyć o swoje miejsce z przyjemną lekturą, drożdżówką i kubkiem gorącej czekolady lub herbaty. I zdarza im się przegrywać. Dosyć często niestety. Zdecydowanie częściej niż z mężem.

No ale cóż, za rok znowu będzie jesień, czyż nie?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *