Czy zawsze, kiedy dorastamy, jesteśmy skazani na stopniowe tracenie znajomości? Pamiętam ze studiów pewną teorię naukową, wg. której człowiek nie jest w stanie utrzymać więcej niż 150 znajomości jednocześnie. Jednak, jak wiadomo, znajomości mogą przybierać różne formy – od kolegów ze szkoły, podwórka, studiów i pracy, przez przelotne sojusze i przyjaźnie po te długotrwałe, na lata. Jedna drugiej nie równa.
To właśnie utrata osób, które od lat uważałeś za przyjaciół potrafi zmusić Cię do przemyśleń nad swoim życiem. O ile kiedyś zrozumiałym było, że osoby wyprowadzające się z rodzinnych stron poniekąd traciły kontakt ze starymi znajomymi, o tyle dziś nawet z drugiego końca świata nie jest trudno go utrzymać. Tylko trzeba trochę czasu i chęci.
Czas
Ciągle brakuje nam czasu. O ile w szkole i na studiach mamy go w nadmiarze, o tyle zaraz po rozpoczęciu pracy zawodowej zaczyna go systematycznie ubywać. Śpiesząc się gdzieś jesteśmy w tym pośpiechu przez większość czasu sami – bez partnera, bez przyjaciół, z przelotną znajomością na zasadzie wymiany powitań i uprzejmości z kolegami w pracy albo ekspedientką w osiedlowym sklepie. No i przy tym otoczeni domowymi obowiązkami: sprzątanie, gotowanie, dzieci, pies, sprawunki…
Obserwując moich znajomych dochodzę do wniosku, że im większy zakład pracy tym bardziej pracownik ‚wsiąka’. I nie mówię tu wyłącznie o korporacyjnym wyścigu szczurów za idealnym życiem z okładki, ale także o zakładzie pracy bardziej fizycznej, taśmowej. Od osób, które uważasz za przyjaciół oczekujesz, że pamiętają o Twoich urodzinach, życzeniach świątecznych, ale także że czasem napiszą, zadzwonią, wpadną tak o, po prostu, bez powodu, zapytać co u Ciebie słychać. Ci z moich przyjaciół, którzy trafili do dużych zakładów w zdecydowanej większości są zbyt zagonieni, aby przejmować się takimi drobiazgami.
W momencie gdy od miesięcy osoba, którą od lat uważasz za przyjaciela nie potrafi nawet odpisać na sms zaczynasz się zastanawiać, czy coś zrobiłeś nie tak. Czy czymś ją obraziłeś albo czy nie ma jakichś bardzo poważnych kłopotów, o których ciężko jej mówić nie ‚w 4 oczy’. Nie jest trudno w dzisiejszych czasach dotrzeć do starych wspólnych znajomości, tylko po to żeby dowiedzieć się, że numer który masz jest dobry, a ta osoba jest po prostu… zapracowana. Wtedy zaczynam się martwić, mam ochotę pojechać od niej i potrząsnąć, aby się obudziła i wróciła do życia poza pracą i domem. Ale nie można jej nawet w tym domu zastać. To smutne, jak dorośli potrafią komplikować sobie życie i relacje.
Chęci
Chcieć to móc – to też bardzo ważny warunek utrzymania każdej relacji. Obie strony muszą po prostu tego chcieć. Jeśli nie wydarzyła się pomiędzy nami żadna kłótnia, nikt ostentacyjnie się nie obraził i nie trzasnął drzwiami to teoretycznie niby dlaczego ktoś miałby nie chcieć dalej utrzymać kontaktu?
No tu już ilu ludzi tyle wymówek – zapracowanie i chroniczne zmęczenie, zapominanie o obiecanym spotkaniu, wielokrotne obiecywanie wielu ludziom kilku rzeczy jednocześnie i po prostu spadasz na dalszy plan… Albo rodzina – spędzanie czasu z rodzicami, partnerem/mężem, dziećmi… Niektórzy realizują się w pracy, inni w domu, jeszcze inni coś robią bo muszą i zabiera im to cenny czas.
Tylko, że czasu który nam ukradziono już nic nie odda, a ciągłe odwlekanie rzeczy na potem i nieumiejętność zaplanowania czasu na pracę i wypoczynek kończy się niestety rozpadem niektórych relacji, chociaż tak naprawdę nic złego się między dwojgiem ludzi nie wydarzyło. Po prostu przestali się odzywać – najpierw na chwilę, potem na trochę dłużej, aż w końcu wcale nie odebrali już od Ciebie telefonu czy nie odpisali na sms. Smutna rzeczywistość relacji XXI wieku to setki znajomych w internecie i niemal kompletny ich brak w codzienności.
Trochę optymizmu
Oczywiście, zaraz powiecie, że z Wami tak nie jest. Że np. ciągle mieszkając w swojej rodzinnej miejscowości utrzymujecie większość kontaktów z powodzeniem i spędzacie ciekawe weekendy lub organizujecie z przyjaciółmi wypady za miasto. Ja też tak mam w pewnych przypadkach 🙂
Swoje pesymistyczne obserwacje opieram na bezsensownej utracie kontaktów z pewnymi osobami, o które już nie mam siły walczyć. Chociaż chętnie usiadłabym z nimi przy stoliku kawiarnianym i poplotkowała, jak jeszcze ze 2 lata temu. Jednak to nie przydarza się zawsze i wszystkim także głowa do góry i dbajcie o swoich przyjaciół. Bo jesteśmy odpowiedzialni za to, co oswajamy 🙂