Człowiek to zwierzę stadne. Smutno nam osobno, dlatego szukamy sobie znajomych, zakładamy rodziny. Rodzimy się i umieramy samotnie, ale spędzać samotny czas pomiędzy tymi etapami jest zdecydowanie trudno.
Wydaje się, że w dobie internetu i wszystkich nowych mediów wystarczy włączyć dostęp do internetu i już nie jest się samemu. Można z kimś porozmawiać, coś nadać, wysłać, odpowiedzieć, znaleźć pracę i pozbyć się starych mebli. Ale gdy się rozłączymy zostają cztery ściany pokoju lub mieszkania. I niezwykle ważne jest to, kim są one wypełnione.
Liczy się, żeby byli to ludzie, którzy rozumieją nas mimo wszystko, znoszą te złe i dobre humory, potrafią wesprzeć i rozśmieszyć, kiedy trzeba. Jest w życiu wiele spraw do załatwienia. Mamy na barkach pracę, dom, kredyty. Budujemy coś latami i później boimy się wpuścić do takiego ‚gotowego’, ułożonego już życia kogoś z zewnątrz. Kogoś nowego, z innymi przyzwyczajeniami i ulubionymi potrawami. Boimy się, że zburzy to nasz ład.
Tymczasem mała rewolucja potrzebna jest każdemu. Każdy jest na to gotowy na różnym etapie, ale z obserwacji życia znajomych i rodziny na około siebie dochodzę do wniosku, że im dłużej się czeka, planuje i układa, tym więcej w życiu nas zaskoczy. A kiedy pójdzie nie po naszej myśli nie zawsze potrafimy się z tym pogodzić.
Zachęcam do zrobienia pierwszego kroku. Do opuszczenia swojej strefy komfortu, w której wystarczy wylogować się z FB żeby zostać całkiem samemu. Na samotność przyjdzie czas. Z perspektywy kobiety dotąd mocno aktywnej, obecnie na urlopie macierzyńskim, polecam – nie strońmy od ludzi. Bo własne cztery ściany mogą stać się uciążliwym brzemieniem, jeśli tylko na nich i ekranie monitora oprzemy swoje życie towarzyskie.