Kiedy zobaczyłam pod koniec 2016r, że w Krakowie odbędzie się koncert od razu wiedziałam, że MUSZĘ na nim być. Bo nie był to zwykły koncert, ale gwiezdny. Gwiezdne Wojny Koncertowo – brzmiało jak spełnienie najskrytszych marzeń!

Moja przygoda (a może to już obsesja?) Z Gwiezdnymi Wojnami zaczęła się w bardzo wczesnym dzieciństwie. Nie miałam jeszcze 10 lat, kiedy tata dostał pod choinkę zestaw na kasetach VHS pierwszej trylogii z dodatkowymi materiałami making of… Jako dziecko nie umiałam jeszcze wtedy dobrze czytać, więc oglądaliśmy z bratem film, a tata… czytał 🙂 Bo wersja była z napisami. Przeczytał nam całą trylogię, a my siedzieliśmy urzeczeni z rozdziawionymi buziami.

Był to też okres, kiedy w Lay’s dołączali tazo – oczywiście zebraliśmy cały album, do tego większości postaci nadając jeszcze wtedy własne imiona (do dziś pamiętam, że Imperator ze starej trylogii był Świnią 😉 ).

Podrośliśmy, a Lucas film zrobił nam prezent w postaci nowej trylogii. Nie ukrywam, że niesamowitą frajdą było chodzi na Gwiezdne Wojny do kina, podczas gdy w głowie mieliśmy historie naszego taty, jak to pierwszą część starej trylogii widział na dużym ekranie 16 razy. Wówczas też nowa trylogia przyniosła nam sporo emocji, chociaż dziś, z perspektywy czasu, uznaję że jest wyraźnie mniej ciekawa niż ta klasyczna, z lat 80.

W 2015 furorę zrobiła VII część jeszcze nowszej trylogii – dała wielkie nadzieje, efekt końcowy był jednak nieco słabszy. Kiedy leciały napisy początkowe i odezwały się pierwsze akordy dobrze znanej muzyki miałam łzy w oczach. Po seansie wyszłam nabuzowana emocjami. Ale kiedy opadły emocje, doszłam dodatkowo do wniosku: poniekąd powtórzył się schemat Nowej Nadziei, w połączeniu z motywem Dartha Maula z (najgorszego moim zdaniem) Mrocznego Widma. I chociaż jestem ciekawa, co stanie się dalej, to trochę się boję co Disney może jeszcze wymyślić.

Z tego też powodu nie chciałam iść do kina na Łotr 1, preludium Nowej Nadziei. Dałam się jednak namówić bratu i ojcu i… nie żałuję. To, co zobaczyłam na ekranie, było świetne. Tak, jakby nie Disney wypuścił nowy film. Dużo bardziej zbliżone klimatem do starej trylogii. Po dziś dzień jestem urzeczona i mam teraz większe nadzieje co do VIII części.

Krakowski koncert Gwiezdne Wojny Koncertowo był cudowny. Odpowiedni klimat pomagali utrzymać poprzebierani członkowie fan klubów. Muzyka wykonana została perfekcyjnie. Telebim w tle pokazywał sceny z 7 części wszystkich 3 trylogii, przeprowadzając nad nie tylko muzycznie, ale i wizualnie przez poszczególnie ścieżki dźwiękowe bohaterów i wydarzeń. Emocje sięgnęły zenitu, a w odpowiedzi na brawa na stojąco zagrano aż dwa bisy. Magia. Po prostu magia.

Nie wiem co takiego jest w opowieści o ludziach żyjących na innych planetach i dziwnych kosmicznych stworach, ale jest to coś, w czym utonęłam. I nie chcę się ratować, niech prąd niesie jak najdłużej 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *