Nie o Hemingway’a tu chodzi, a o hałas. Z czym kojarzy się bicie dzwonu? Alarm, oznaka rozpoczęcia mszy w kościele katolickim, przerwa w szkole, bicie zegara, a nawet potocznie bicie się. Do czego się to wszystko sprowadza?
Przede wszystkim do hałasu. Zdecydowanie za dużo hałasu ostatnio w naszym otoczeniu. Żyjemy w centrum hałasu politycznego – nagrabiliśmy sobie w komisji europejskiej, Polacy wyszli na ulicę, pewien nieuprawniony mówca wykrzykuje obelgi z sejmowego podwyższenia, rewolucjonizujemy szkołę, kulturę, samorządy… Długo chyba wymieniać kwestie bijące na alarm.
Choćbyśmy nie wiem jak utrzymywali, że nie interesujemy się polityką i jest nam obojętne, co kto komu w twarz wykrzyczał, będzie to miało na nas głośny wpływ. Na naszych oczach zmienia się otoczenie – wyraźnie, poprzez wycinkę drzew, i mniej oczywiście, poprzez np. drobne zmiany w ustawie dot. gospodarki węgla kamiennego. Prędzej czy później wszyscy odczujemy skutki chaosu, jaki obecnie panuje. A już z całą pewnością odczują je nasze dzieci i wnuki.
Polacy lubią hałas. Zazwyczaj właśnie wtedy, gdy coś się dzieje, mocno się aktywizujemy. W czasach względnego spokoju i dobrobytu nie chce nam się nawet pójść na wybory. Teraz nasz kraj wygląda tak, że gdyby miało to przełożenie na wyniki elekcji, obecnie rządzący chyba nawet nie weszliby do sejmu.
Tylko że jest to obraz ukazany i nagłośniony medialnie. Zarówno wśród zwolenników, jak i przeciwników rządu znajdziemy takich, którzy na ulicy nigdy się nie będą udzielać, ale głos przy urnie oddadzą. Oni nie potrzebują dzwonów, wielkich słów i hałasu. Wiernie trwają przy swojej opinii. Dobre i to, bo przynajmniej wiadomo, że ktoś jeszcze coś tu myśli, nie dając sobą pomiatać raz na lewo, raz na prawo, w zależności od treści najbliższych wiadomości.
Co z tym dzwonem? Moim zdaniem nad Polską bije teraz zdecydowanie za głośno. Każdy rząd ma ‚za uszami’ coś niegodnego pochwały. Przy każdym zdarzały się protesty, pikiety uliczne. Ale nie przypominam sobie takiej mowy nienawiści. Mowy, która ma na celu skłócić sąsiadów. Która rzuca nieuzasadnionymi epitetami i niczego nie tłumaczy, nie wyjaśnia, nie przekonuje, a po prostu oznajmia. Z pozycji siły. I ludzi, którzy tak sami się chyba swojej mowy obawiają, że rządzą nami po nocach.
Dzwon, który bije obecnie, to alarm. Alarm dla rządzących, by trochę się opamiętali. Alarm dla leniwych, aby ruszyli się na wybory, jeśli mają ochotę narzekać na władzę.
Chciałabym, żeby zaraz za alarmem zabił dzwon przerwy i żeby coś na polskiej arenie politycznej gwałtownie się zmieniło. Żeby przestały się tam przetaczać ciągle te same twarze, tylko pod barwami różnych partii.
Takie moje pobożne życzenia, bo już naprawdę nie wytrzymuję, słuchając i czytając wiadomości. Robota, którą wykonują media, jedynie dokłada oliwy do ognia. Mamy złą reżimową TVP i paskudne opozycyjne tuby TVN czy Gazety Wyborczej.
Polacy, opamiętajmy się. Czas na wyciąganie wniosków i zamianę ról przy okazji najbliższych wyborów. Mocno wierzę, że to się uda.