Strasznie nie lubię tego określenia. Uważam, że jest złośliwe i krzywdzące w ogóle, a dodatkowo jeszcze bardziej przykrym jest usłyszeć takie oskarżenie od kogoś, kto też jest rodzicem.
Mamy taki zwyczaj w Polsce, że lubimy zaglądać ludziom do ich domów, krytykować styl życia i stawiać siebie za przykład dla innych. Nie inaczej dzieje się, gdy ktoś z naszego otoczenia decyduje się na dziecko. Niezależnie, czy sami mieliśmy kiedykolwiek z taką sytuacją do czynienia, czy też nie mamy pojęcia o posiadaniu i wychowaniu dziecka, lubimy komentować poczynania młodych rodziców.
Wiem o tym, bo byłam po obu stronach barykady. Dzisiaj, z perspektywy rodzica 13. miesięcznego szkraba, sama się sobie dziwię, jakie rzeczy mnie wcześniej dziwiły, zaskakiwały czy zniesmaczały. Nie wyobrażałam sobie długiego karmienia piersią, gotowania półrocznemu szkrabowi ‚dorosłych’ dań, wysłania dziecka przed skończeniem roku do żłobka, nosić je dużo na rękach i wielu innych rzeczy, które robię i być może zrobię jeszcze w przyszłości. Albo nie robię, ale w pełni akceptuję u pozostałych mam.
Czytając o różnych aspektach wychowania maleństwa, szukając pomocy i wsparcia w grupach czy na forach internetowych, napotykam określenie odpieluszkowego zapalenia mózgu. I krew się we mnie gotuje.
Jakie są m.in. objawy zapalenia?
I myślę, że z powodzeniem mogę tak wymieniać do jutra. Tylko po co? To wszystko jest przecież kwestią stylu życia, stopnia oczytania (i rodzajów lektur, jakie czytają) rodziców, kultury osobistej, wychowania, środowiska i wielu, wielu innych czynników.
Nade wszystko warto pamiętać, że dziwne zachowania rodziców wynikają z niczego innego, jak z faktu, że ich życie stanęło na głowie i wykonało kilka szalonych fikołków. Rządzi nim teraz mały terrorysta (lub kilku), do którego nikt nie daje instrukcji obsługi. Dlatego apeluję:
Moim zdaniem odpieluszkowe zapalenie mózgu to jedno z najbardziej krzywdzących oskarżeń, na jakie się natknęłam ostatnio w dyskusjach publicznych. Chociaż przykład wzajemnego oskarżania się i tworzenia podziałów idzie z góry, prosto od naszej władzy, to jednak warto zachować zimną krew i mieć własny rozum.
Do żadnego dziecka nigdy nie było instrukcji obsługi, ale też żadna z matek opiekujących się swoimi maluchami nie chciała im zrobić krzywdy. Warto o tym pamiętać, zanim wtrącimy niepotrzebne 3 grosze do dyskusji i rozpalimy ją do czerwoności.