Jak bardzo nie lubię koloru zielonego, tak przepadam za wszystkim, co naturalne. Chociaż nie dla każdego oznacza to to samo.
Naturalność może się przejawiać w wielu aspektach życia. W swoim potrafię znaleźć kilka przykładów. Lubię jeść naturalne rzeczy. Odkąd mam dziecko, zaczęłam jeszcze bardziej zwracać uwagę na bio produkty. Jednak już wcześniej korzystałam z dobrodziejstw natury: owoców i warzyw z ogródka moich rodziców. Oraz z domowych przetworów. To coś, co możemy łatwo zrobić dla siebie – nawet nie mając działki i własnych produktów – żeby zimą cieszyć się czymś zdrowszym od kupnych przetworów.
Naturalność to także wygląd. To ważne, by czuć się dobrze we własnej skórze. Żeby podążać za modą wtedy, kiedy naprawdę nam pasuje i z ubraniami, które nam się podobają. Nie wciskanie się w modne ciuchy, bo założyła je jakaś gwiazda lub poleciła blogerka. To też makijaż. Nigdy nie widziałam potrzeby spędzania codziennie rano kilkunastu minut przed lustrem. Delikatne podkreślenie urody, schludna fryzura i ubrania w zupełności wystarczą.
Naturalność to obcowanie z przyrodą. Spędzanie czasu z daleka od ekranów, telefonów, centrum miasta. Od czasu do czasu wyprawa w miejsca nietknięte zasięgiem wifi potrafi zdziałać cuda. Jesteśmy stworzeni do tego, żeby współistnieć z przyrodą i warto z tego czerpać.
Naturalność to także zachowanie. Czy potrafisz szczerze powiedzieć przyjaciółce, jak bardzo nie pasuje jej dzisiejszy strój? Czy przyznasz się partnerowi lub szefowi co, jak i dlaczego ci nie pasuje? Większość z nas wybiera drogę na skróty. Tymczasem w wielu przypadkach mówiąc prawdę prosto w oczy, unikamy niepotrzebnych nieprzyjemnych sytuacji, niedomówień i potencjalnych problemów mogących z tego wyniknąć.
Naturalność w XXI wieku jest w cenie i warto znaleźć dla niej miejsce w różnych momentach życia. To chyba jedna z niewielu takich rzeczy, których nigdy za wiele!