Niecałe 20 lat temu po raz pierwszy poszłam na rehabilitację. Sama nie poszłam, zaprowadziła mnie mama i jeździła ze mną regularnie, pomimo licznych protestów. Potwornie mnie to nudziło.

Ciężko jest wytłumaczyć dziecku, że coś musi robić regularnie, bo inaczej nie da to efektu. Mając około 10 lat, nie myślimy o dorosłości, o tym, że będzie nas kiedyś łupało w krzyżu i mogą z tego wyniknąć większe kłopoty.

Przez te lata przeszłam przeróżne metody rehabilitacji: hydromasaże, masaże ręczne, lampy rozgrzewające, lasery, pola magnetyczne, gimnastykę, prądy… i na pewno jeszcze o czymś zapomniałam. Nic nie pomogło mi nigdy na stałe. Rehabilitacja w przypadku niektórych schorzeń jest tylko chwilowym remedium. Trzeba wrócić na zabieg kilka razy w roku. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie limity NFZ.

Jeszcze lata temu nie było problemu z zabiegami. Czekało się maksymalnie może z miesiąc na miejsce w kolejce. Dziś w mojej przychodni na osiedlu zapisy na NFZ są na maj 2018. I kolejka systematycznie się wydłuża. Pacjenci w sytuacji podobnej do mojej – czasowe uśmierzanie bólu i poprawa komfortu życia – czekają. Z bólem, ale czekają. Jeśli kogoś stać, kupuje zabiegi prywatnie i zanim do maja doczeka, przejdzie już własne ze 2 serie, dla ulgi. Pacjenci wymagający interwencji natychmiastowej, po urazach czy innych nagłych wypadkach, czekają również, minimum 3 miesiące. NFZ wyznaje zasadę, że co nagle to po diable.

Dodatkowo przez tyle lat rehabilitacji tu i ówdzie, prywatnie i nie, zauważam, że większość ośrodków jest nieremontowana od co najmniej kilkunastu lat. Wszędzie to samo linoleum lub płytki, wszędzie podobne kolory, wszędzie sprzęty pamiętające lepsze czasy. Smutne są te zabiegi. Siedzą tam smutne panie, znudzone przełączaniem guzików na maszynach. Siedzą masażyści – gawędziarze, którzy pomiędzy zabiegami toną we własnych myślach.

Rehabilitacja powinna być czymś dobrym, a jest przygnębiająca. Wymaga od pacjenta dużo samozaparcia i ogromnej dozy pozytywnego nastawienia, w przeciwnym razie otaczająca nas rzeczywistość potrafi przytłoczyć. Żeby się leczyć, trzeba mieć zdrowie, a żeby się rehabilitować, trzeba odnaleźć mocne pokłady energii. Albo znaleźć dobrą pracę i przestać przejmować się NFZ-em… Jeszcze trochę wody w Wiśle upłynie, nim będzie nas na to w narodzie stać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *