Przeciętny Kowalski nie jest agentem 007, nie wykonuje super tajnych misji na zlecenie rządu, nie jest przedsiębiorcą, szefem wszystkich szefów czy wielkim gangsterem. Ale mimo to nawet on ma jakąś tajemnicę.
Każdy z nas skrywa coś takiego, czego jeszcze nigdy nikomu nie powiedział, a być może nie przyznał nawet głośno sam przed sobą. Taka jest natura ludzka, że nie potrafimy mówić sobie wszystkiego, zawsze i w każdym okolicznościach, a osoby, które mają to w zwyczaju, uważane są powszechnie za raczej nielubiane.
Jeśli jest ktoś, kto wie o nas wszystko, jest to zazwyczaj nasz partner/ka lub przyjaciel/przyjaciółka. Tylko czy na pewno? Czy mówimy im zawsze wszystko, co naprawdę myślimy? Drobne sekrety poprawiają relację. Nikt nie chce usłyszeć jak naprawdę jest gruby, męczący, dziwnie się ubiera czy zachowuje. A przynajmniej nie chce tego słyszeć za każdym razem, gdy coś takiego ma miejsce. Teoretycznie raz powinien wystarczyć, w praktyce tak się nie nigdy nie dzieje.
Wielkie tajemnice natomiast potrafią być dużym brzemieniem. Sekret nie jest wielki, bo skrywa np. morderstwo, kradzież, kłamstwo… Jest na tyle wielki, na ile urasta do tej rangi w naszej głowie i środowisku. Takim brzemieniem może być wstydliwe zachowanie ciotki, prawdziwa zbrodnia, czy nigdy nie wypowiedziana opinia.
Lubimy myśleć, że nasze przemyślenia, małe i duże sekrety, są wyłącznie nasze. To takie nasze skarby, chronione przed światem zewnętrznym. Jestem jednak zdania, że każdy z nich prędzej czy później ujrzy światło dzienne. Może się to nie stać z naszym udziałem, np. po naszej śmierci, ale niewypowiedziane słowa i skrywane tajemnice docierają w końcu do uszu. Tych powołanych i tych niekoniecznie.
Najgorszym typem sekretu jest ten, którego nie umiemy wyznać przed samym sobą. Niszczy nas od środka, chociaż wiemy o jego istnieniu. Dlatego tak ważnym jest pozostanie w dobrej relacji najpierw z samym sobą, a dopiero w drugiej kolejności z resztą świata. Także po to, żeby zachować kontrolę nad swoimi sekretami. Bo one zawsze będą, pozbędziemy się ich dopiero na łożu śmierci. I wtedy na pewno odetchniemy z ulgą.