Cieszę się i doceniam, kiedy ktoś posłuży mi radą dotyczącą macierzyństwa. Bardzo chętnie chłonęłam taką wiedzę przed porodem, uczęszczając na szkołę rodzenia, czytając broszurki, zapisując się do grup dyskusyjnych itd.
Po samym porodzie coś się jakby lekko załamało. Nastawienie z chęci chłonięcia wiedzy zamieniło się w ‚nie rusz, nie dotykaj, daj mi coś porobić po swojemu’. Mimo to nadal jestem wdzięczna za porady mamie, babci, przyjaciółkom i znajomym reagującym na moje pytania – czy to osobiście czy przez social media. Ale niezmiernie wkurzają mnie wymądrzający się na ulicy obcy ludzie.
Tydzień temu, gdy listopad zaskoczył nas bardzo plusową temperaturą, spacerowałam z moim maleństwem i babcią po osiedlu. Ludzie lubią się zatrzymywać przy małym dziecku, zaglądać do wózka i wtrącić 3 grosze. Pech chciał, że mały płakał. Jesteśmy na etapie ząbkowania, więc to nie jest coś szczególnie dziwnego. Jednak zazwyczaj uspokaja się na spacerze – ale nie tym razem. Napotkałyśmy na drodze panią z wnuczką, na oko minimum 4 lata. Pani mijając wózek zagląda do niego i mówi na głos – ni to do wnuczki ni do nas – „na pewno jest za ciepło ubrany”. Co najmniej jakbym zapakowała dziecko w kombinezon przy +16 stopniach. A miał na sobie tylko lekką czapeczkę i bluzę z kapturem.
Wracając z tego samego spaceru wnosiłyśmy wózek po schodach do klatki. Szła za nami sąsiadka, nie omieszkując skomentować, że powinnyśmy to robić na odwrót.
Innym razem zupełnie obcy mi mężczyzna przystanął przy wózku i pogłaskał małego po rączce. To jeszcze był wrzesień, słonecznie i miło. Ale rączka była nieco chłodna, nie obyło się bez kazania o tym jak to lekko ubierał małego.
Notorycznie obcy ludzie wypytują mnie, czy dziecko aby na pewno karmione jest piersią. Strach pomyśleć, co by było, gdyby akurat nie było – pewnie wysłuchałabym jakichś dodatkowych kazań.
Reasumując – kiedy człowiek idzie sobie sam, nikt nie zwraca na niego szczególnej uwagi. Choćbym się nawet wywróciła i złamała nogę pewnie musiałabym długo wołać zanim ktoś się zainteresuje. Nawet kobiecie w ciąży nie poświęca się tyle troski w sferze publicznej jak matce z dzieckiem. Tylko, że taka troska bywa naprawdę męcząca.
Matce ząbkującego malca, który ma akurat większy kryzys i nic mu nie pomaga, że powinna kupić żel na dziąsełka jest bezcelowe. A jeszcze potrafi wyprowadzić z równowagi. Bo nerwy młodej mamy często są nadwyrężone długim płaczem, niewyspaniem czy zmęczeniem fizycznym od np. noszenia malucha na rękach. Dajmy mamom odsapnąć i być mamami po swojemu. Kiedy będą potrzebowały pomocy, na pewno o nią zapytają.