Znacie taki podział? Nie ma pracy dla wszystkich, jest praca dla kobiet i dla mężczyzn.
A więc idąc tym tropem:
Mężczyźni: prezesi i dyrektorzy, brygadziści, budowlańcy, handlowcy, górnicy, policjanci, żołnierze, kierowcy, teamleaderzy, szefowie kuchni, właściciele sklepów…. tyle na ten moment przyszło mi do głowy.
A kobietki? Otóż:
Sprzedawczynie, ekspedientki, sekretarki, asystentki, sprzątaczki, opiekunki, nianie, nauczycielki, kucharki, kelnerki, księgowe, gospodynie domowe…
I jak Wam się to podoba?
Bo mnie nie bardzo. Nie zgadzam się z tym, że praca jest dla kogoś albo ktoś nie nadaje się do którejś ze względu na płeć. Policjantka czy kobieta-żołnierz nie jest tylko ciekawym zjawiskiem z podtekstem seksualnym, ale bardzo często właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.
Mężczyźni też potrafią sprzątać i wychowywać czy nauczać dzieci. Kobiety też potrafią przeprowadzić remont. Fakt, nie są tak silne jak większość mężczyzn, ale też nie wszyscy mężczyźni są siłaczami. Mężczyzna często nie poprosi o pomoc, nie chcąc być ‚babą’. Kobieta nie wstydzi się prosić, nie czując się przy tym gorsza. Myślę wręcz, że to czyni ją nieraz bardziej odważną i otwartą.
Rzeczy, które wypisałam powyżej wydają mi się tak oczywiste, że nie wiem jak dla kogoś mogą być nielogiczne. Pod wpływem rozległych dysput w polskiej przestrzeni społeczno-politycznej pomyślałam jednak, że coś takiego powinno zostać wypowiedziane. A szkoda, bo w XXI wieku nie powinno być takiej konieczności.
A może kobieta ma ‚znać swoje miejsce’ i np. zostać w domu z dziećmi? Zbulwersowałam się niedawno dwukrotnie za sprawą tego samego sąsiada. Otóż, jego rodzina najwyraźniej hołduje tradycyjnym patriarchalnym schematom.
Przed świętami Bożego Narodzenia dosłownie nakrzyczał na mnie, ponieważ stojące na korytarzu rowery (nie używane od ponad roku z powodu ciąży i późniejszej opieki nad noworodkiem) są zakurzone. Jak ja mogę tego nie widzieć? Przecież one są wręcz upier***, trzeba coś z tym zrobić!
Kilka miesięcy później usłyszałam od jego żony, mówiąc że mój mąż będzie w weekend w pracy i jadę do rodziców bo się nudzę sama: „Nie narzekaj, ktoś musi na Was pracować, co Ty myślisz”.
Czegoś tak oburzającego nie słyszałam od dawna. Kochany sąsiad najwyraźniej wychował sobie żonę w sposób jedynie słuszny (we własnym przekonaniu): „chłop pracuje na kopalni, jest zmęczony, trzeba wszystko wkoło niego robić na tip-top”. Żal mi tej sąsiadki i ich córki. Z sąsiadem mąż zrobił porządek, uświadamiając mu, że mój pobyt w domu na macierzyńskim nie oznacza, że mam biegać ze ścierą w te i wewte. A także żeby zamiast naszych rowerów pilnował swojej szafy (zastawiającej połowę szerokości korytarza).
Jestem żoną górnika, ale jestem też kobietą pracującą, która obecnie nie klepie biedy, a pobiera macierzyński. Chciałabym, by starodawne myślenie o kurach domowych odchodziło jednak w zapomnienie. To takie moje pobożne życzenie z okazji Dnia Kobiet.
Droga Żono i Mamo, nawet jeśli nie pracujesz zawodowo, to co robisz w domu dla męża i dzieci (jeśli je macie) także jest pracą. Nigdy nie pozwól sobie wmówić, że mąż na Ciebie pracuje!
Szczęśliwego Dnia Kobiet 🙂